Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shabby Chic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shabby Chic. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 grudnia 2017

Czas...


Każda z Was pewnie czuje już oddech świąt na swoich plecach...to takie normalne , wraz ze zmianą czasu, tego czasu wciąż nam mało...pędzimy ja oszalałe i staramy się nadrobić to co już za nami...a może by tak dać upust emocjom, usiąść i po prostu być...spróbować się cieszyć tym, co już mamy, albo co jest w naszym zasięgu...nie patrzeć na innych, nie robić sobie wyrzutów sumienia, tylko wbrew pogodzie i innym przeciwnością losu robić swoje... Pomyślicie : łatwo powiedzieć, pewnie, że łatwo, gorzej z wprowadzeniem go w życie:) bo i ja jestem po tej samej stronie co Wy...mało tego wymyśliłam sobie jeszcze remont sypialni i samodzielne malowanie szafy, o którą poprosiłam Pana Stolarza, to tak żeby nie było łatwiej...


ale my nie możemy narzekać, choć ostatnie dni staram się przeżyć jak najlepiej i mega intensywnie na przekór melancholii i spadkowi formy psychicznej, brak słońca , deszcz i wiatry to moja zmora , do tego ciągłe myśli zżerają moją energię, której powolutku coraz mniej...zastanawiam się, co mogłoby wybudzić mnie z tego jesiennego, a za chwilę zimowego letargu...ciekawa jestem, czy któraś z Was też tak ma...


nie chcę marudzić, bo ja nie z tych, którym wali się świat jak coś nie idzie po ich myśli, staram się trzymać nerwy na wodzy, ale czasami przeklnę siarczyście pod nosem...poza tym szukam różnych dróg , nowych przedsięwzięć, by każdy dzień był wypełniony po brzegi...w pracowni też szaleństwo świąt, oj dzieje się...wciąż staram się nie spocząć na laurach i dbam o własny rozwój instynktownie...
szukam zadowolenia siebie, a przede wszystkim Was moi kochani...
w ostatnim poście wspomniałam Wam o formach iod moulds decor, dzięki którym można tworzyć cudne dekoracje, dziś mam dla Was stemple, które są kolejną bazą do pracy...


tak nakręcona ozdobiłam nimi tace, kartki, tkaniny, a dziś WIESZAK, który jest nowym nabytkiem w naszej Różanej pracowni...wykonany na bazie drzwiczek od szafy, ma idealny kształt vintage, który daje pole do realizacji... w połączeniu z bielą i przecierką, która jest ze mną od zawsze, można stworzyć kolejną indywidualną rzecz...



...a skoro grudzień i czas odliczania to musi być też i KALENDARZ ADWENTOWY, w tym roku stworzyliśmy go w takiej właśnie formie...ta mała gwiazdka odlicza czas do świąt Bożego Narodzenia...




wstaje nowy  dzień, nowe siły i nowe realizacje, niech przyniesie nam wszystkim same dobre wieści... tego Wam i sobie życzę...

Aga z Różanej




wtorek, 17 stycznia 2017

Z Nowym Rokiem, Nowy Post...



 
Witajcie:)
 
echo roznosi się po kątach...wcale się nie dziwię, bo przecież kto będzie zaglądał
na Różaną, kiedy się tutaj nic nie dzieje...
oj działo się oj działo uwierzcie...
listopad razem z grudniem tak szybko mi upłynęły, że strach opowiadać...
nowe projekty, burza w głowie, a wszystko dlatego, że starałam się ogarnąć cały ten bajzel ...
w ogóle ten rok był dla mnie bardzo szybki...wszystko działo się tak jakby bez mojej wiedzy...
nawet nie miałam czasu na odwiedzenie Was i poczytanie,  a
co dopiero napisanie na Różanej...
 
ale dosyć narzekania, idzie Nowe...
 dziś 17 STYCZNIA 2017 i z Nowym Rokiem, Nowy Post...
  
Pani Zima postanowiła zrobić nam figla i przeniosła się na początek roku...
trochę smutno, bo święta bez śniegu to żadna frajda... dobrze, że chociaż teraz szasta śniegiem, kiedy Dziatwa ma ferie...
dziś odwiedził mnie Pan Listonosz, ja mu, że zimno, a On na to Pani co to za zimno...
jeżdżę rowerem i ani jednego sopla na nosie...co to za zima...ech...
myślę sobie jakiego sopla?...lepiej nie pytać, bo mój Pan Listonosz jak coś powie,
 to strach powtarzać hihihihi...taki to śmieszy Człowieczek:)
 
Nowy Rok, nowe plany i nowe pokłady sił... zaczęliśmy od wykonania skrzyni na zamówienie...
mój Tomasz zabrał się ostro do działania i tak powstała
Anabell
 
 
to skrzynia, którą moja Znajoma zamówiła na przydasie dla swojej Córci...
w tamtym roku robiłam dla Niej lustro, teraz Tomasz zbił  skrzynię, by Mała miała, gdzie trzymać szczotki i przybory do włosów...
skrzynia utrzymana w stylu shabby chic pomalowana jest farbą kredową, przetarta i zabezpieczona woskiem, ozdobiona delikatny transferem ...
 

 
boki i przód wykonany jest z dechy o grubości 2 cm,

 
tył skrzyni jest lekko zaokrąglony i wycięty z dechy o grubości 1cm,  
na ściance są dołożone haki do zawieszenia,
tak na wszelki wypadek, bo taka skrzynia może nam posłużyć jako koryto na zioła, już niebawem przedwiośnie i wiosna, więc czas będzie na wysiew...

 
głębokość idealna do wkładu donicy...

 
 niebawem w Pracowni pojawi się kolejna Anabell, więc jeśli tylko Macie ochotę zapraszamy:)
 
***
 
ach jak fajnie znowu być z Wami...język kołkiem mi stoi, bo tak dawno nie pisałam...
częściej teraz bywam na Instagramie, choć to żadna duma, bo tam liczy się raczej pojedynczy obraz niż pisanie, tzw. szybki przekaz wiadomości...ale są i też dobre strony, bo poznałam tam fajne Kobietki, z którymi nawiązałam kontakt...kilka z Nich prowadzi własnego bloga, co poszerza kręgi
znajomości...są też takie Dziewczyny, z którymi znamy się prawie od zawsze hihihi, z naszego świata  blogowego , ale nie będę Ich wymieniać, Dziewczyny przepraszam nie chciałabym żadnej z Was pominąć...
 
Uciekam i czekam na Was, mam nadzieję, że nie zapomniałyście o mnie i mojej Różanej:)
 
Buziaki
 
Aga z Różanej
 
 

 
 
 
 
 









wtorek, 10 listopada 2015

Za oknem listopadowy wiatr hula...

 
Witajcie:)
dziękuję wszystkim moim ukochanym Komentatorkom stałym i nowym Różanym Duszom, które
dobrym słowem uraczyły moje serce pod ostatnim postem...
SZAFA to moja triumfatorka, ale już niedługo pochwalę się Wam schodami i moimi "zawałkowanymi" ścianami:)

***

Za oknem hula listopadowy wiatr i wcale nie jest przyjemnie, ale
 przyznacie, że nie możemy narzekać...
ciepła jesień roztacza swoją paletę barw i każda z nas może znaleźć coś dla siebie...
ja ostatnią niedzielę spędziłam w lesie, słoneczko przyjemnie grzało, a las szumiał swoją melodię...
nawet udało nam się spotkać sarny swawolnie biegające i dzięcioła, który
wystukiwał rytm w korze drzewa...
przyznam się Wam tak po cichutku, że nie wróciłam  do domu z pustymi rękoma...
 dwa kosze mchu, szyszki jodły i modrzewia, brzozowe gałązki połamane od wiatru
uginały moje ręce...:) dobrze, że był ze mną mój M, bo On wie, że ja nigdy nie wracam z takich spacerów na pusto hihihi



***
dziś troszeczkę z Pracowni Różanej...
jestem to dłużna tym, którzy zaglądają tutaj tylko po to, by zobaczyć co tam takiego tworzę:)
oj dzieje się, a tu za pasem ŚWIĘTA!!!
zaczynam już mieć mętlik w głowie, bo pomysły troją się i dwoją, a czasu tak mało...
jeśli Macie ochotę na bieżąco podglądać moją Pracownię to zapraszam na INSTAGRAM Różanej
Wiecie, że uwielbiam przeróbki...
nie straszne mi pachnące jeszcze półkami sklepowymi twory, jeśli jest pomysł to i dusza się znajdzie:)
znacie na pewno słynne lusterko z wielkiego sklepu meblarskiego:) do którego, chyba każda z nas zagląda...
czasami uda mi się coś tam wyszperać pod pretekstem zmian, ale wolę moje Pchle Targi...
 LUSTERKA miały być w klimacie vintage, więc czegóż chcieć więcej...





 


oto szybki przepis na zmianę vintage:)

 wystarczy szablon, trochę masy strukturalnej, chwila na wyschnięcie...
potem delikatne przetarcie bardzo drobnym papierem ściernym, trochę farby, no i na koniec wosk... pamiętajcie tylko, żeby nie nakładać go zbyt dużo!!!



masa wchłania wosk i szybko się barwi,
nadmiar wosku możecie zetrzeć delikatnie ściereczką


...to na tyle, może i Wy spróbujecie sobie coś przerobić tanim kosztem...
wystarczy tylko chęć i trochę czasu...
A te Dziewczyny, które nie wierzą we własne siły mają dużego kopniaka, ponieważ
najpierw trzeba spróbować, by twierdzić, że nie dacie rady!!!

uciekam, bo już w Pracowni powoli robi się świątecznie...ale o tym już niebawem...

Buziaki:)
Aga z Różanej



niedziela, 12 października 2014

Idzie Jesień, więc ...


Witajcie:)

Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem Różanej...
może nie jest to temat łatwy, ale czasami z potrzeby serca tak mam...

Jesienna aura sprzyja pracy na Różanej...
odwiedzając Wasze blogi widzę, że i Wy zakochałyście się w Jesieni mniej lub więcej...
u mnie na Różanej Ławeczce
kolorowe liście winnego bluszczu,



skry porannej rosy po oparach mgły,




Powojniki kosmate czekają...



piękne i pełne dumy Dalie


Hortensje, które swym kolorem przyciągają wzrok...



Rozchodnik bordem ubarwiony...


i malinki, swoje lico wyciągają ku ostatnim promykom słońca...




 to wszystko
niesie wieść o przybyłej Jesieni...

ach....

ostatni tydzień był bardzo słoneczny, więc zagospodarowałam czas na wykończenia grubszych rzeczy...
moda na palety, szpule dotarła i do Różanej...
po prośbie skusiłam się, bo wykończenie czegoś, co nie wygląda sympatycznie
czasami bywa trudne do realizacji, ale...
od czego szlifierka, papier ścierny, farby, pędzle, wosk  i dłonie...?
co prawda trwało to trochę czasu i tylko chłód mnie ponaglał, ale dałam radę:)

szpula jaką miałam ożywić, była nieco sponiewierana...
nie miałabym nic przeciwko, gdyby kolor pozostał, lecz dziury, gwoździe i spinacze
psuły cały jej estetyczny wygląd...
mój M powypełniał wszelkie nierówności gipsem szpachlowym do drewna, a
 tam gdzie były gwoździe, powyciągał ...



po wyschnięciu, całość wyszlifowałam i zaczęłam nakładać farbę...
szeroki pędzel ułatwił mi pracę, a
kolejne szlifowanie, ale już papierem miało odsłonić słoje drewna...




ponieważ blat był smutny, ożywiłam go big transferem:)
na koniec blat zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem...




całość iście jesienna...


kolejna praca była pod tytułem
paleta-stolik


po oszlifowaniu i pomalowaniu palet białą farbą akrylową,
 przetarłam je szarością, a metoda suchego pędzla idealnie się sprawdziła...


wyszukałam świetny transfer z Receptą na Miłość, do tego znaczki z neta
i
wzór gotowy...
uwielbiam łączyć transfery tak, by potem dały jedną całość





symboliczny tag z polską recepturą i voila...


palety i szpula, by estetycznie wyglądały, otrzymają jeszcze blaty szklane, 
 tylko na nie niestety, trzeba trochę poczekać...

...a teraz moja ostatnia, tak sobie myślę w tym sezonie "gruba" rzecz
łóżko dla Królewny Zosi...
kocham takie wyzwania, gdzie mebel czekający kilkanaście lat znów otrzymuje swoje nowe życie...
i tak było w tym przypadku, Córcia odziedziczyła po Tatusiu łóżko...
i znów szlifowanie do czystego drewna, a potem malowanie, by łóżko znów nabrało lat, 
ranty wywoskowałam moim ulubionym woskiem " przydymiony dąb",
potem po nałożeniu farby, pięknie można oszlifować kanty papierem 240



ponieważ Zosia jest małą Królewną, to łóżko musiało mieć iście królewskie zdobienia...
na bokach  namalowałam imię nowej Właścicielki, a na górze przykleiłam koronę, bo
Królewny korony mają:)
ramę łóżka okleiłam drewnianymi kwiatkami - wszystko w kolorze amarantu...







(wybaczcie za foto, ale czasami czas mnie goni i wtedy pstrykam szybko, by choć 
odrobinę pokazać Wam mojej pracy...)

a oto foto z ostatniej chwili -  "parapetówka" u Zosi :)



 uff to na tyle ...
moja nieobecność daje efekty długich postów, ale
 mam nadzieję, że nie znudziło Was oglądanie:)

Buziaki 

Ps. witam moje nowe Różane OBSERWATORKI!!!